na piechotę
wśród niezliczonych liści
nieliczone kroki


 

Reklamy

zmieszane pokolenia ślimaczych skorupek
przepiórki ciurkające w poprzek naszej drogi
za widnokrąg obłoki nad obce dziedziny
nie przystają do nich cyfry ani też litery


 

do góry dnem konewki to jest znak wieczoru
jeszcze tylko jaskółki odrutują niebo
i ropuchy się skryją w głąb alpinum solum
odstąpiwszy godzin sowom domysłom i szmerom


 

jaskółki po ewolwentach
w celu sobie nieznanym
po deszczu kos śpiewa
ale nie wie o czym

jak się machało
tak trzeba machać
w inne światy jadącym

stopy się trzymają wydeptanej ścieżki
rok w rok łoza rodzi te same owoce
słowa w założonej w jednym miejscu książce
i pies który co dnia tak samo się wabi


 

       drobniuchni bracia, wysocy mieszkańce (Kniaźnin)
lustro w noc podwaja
braci blask drobniuchnych
w dzień w zielone łąki
zagumienna droga

przerębel
w zmrożonym niebie
księżyc


 

boczy się
księżyc
w nowiu